Lektury

Lektury. Co Wam się z nimi kojarzy?

Moje skojarzenia są jednoznacznie negatywne i zdaje się, że dotyczy to większości uczniów. Nudne książki, które kompletnie nas nie interesują, napisane nieprzystępnym językiem i najgorsze – przymus.

Czy lektury szkolne mogłyby być przyjemne? Albo chociaż przyjemniejsze?

Jaki właściwie cel przyświeca szkolnym lekturom? Nauka czytania, przekazanie odpowiednich wzorców, pokazanie historii, z których mamy wyciągnąć lekcję, poznanie najważniejszych dzieł literatury, a może zaszczepienie w nas czytelniczej pasji?

Jestem jedynie jednym z milionów obserwatorów tego zjawiska, ale w moim odczuciu dwa ostatnie punkty z całą pewnością nie działają. Znaczna część uczniów lektur po prostu nie czyta, bazując na opracowaniach i streszczeniach. Przymus sprawia, że czytanie nie sprawia żadnej radości, kojarzy się negatywnie i kiedy dorastamy, wielu z nas rzadko sięga po książki.

To stale pokazują badania. W 2016 roku ponad 60% badanych nie przeczytało żadnej książki.[1] Problem nie dotyczy jednak tylko książek, ale i dłuższych artykułów, a nawet kilku-akapitowych tekstów w Internecie. Wygodniejsza jest forma audio-wizualna i nawet wśród młodego środowiska blogów widać trend spadku ich popularności na rzecz treści w formie filmów.

Brzmi to jednak tak, jakbym stawała z boku i negatywnie oceniała taki stan rzeczy, a raczej nie mogę sobie na to pozwolić. Bo książki w moje ręce wpadają raczej sporadycznie, a z lekturami od pewnego czasu nie było nam po drodze.

Doskonale pamiętam pierwszą lekturę, której nie przeczytałam, były to pierwsze lata podstawówki i „Dzieci z Bullerbyn”. Upiekło mi się jednak, bo Pani zadała i zaczęła przerabiać je, gdy byłam chora i nie miałam o tym pojęcia. Na sucho nie uszło mi jednak podarowanie sobie lektury dramatu „Romeo i Julia”. Było to już w gimnazjum i nie zdążyłam dokończyć książki, a podczas przepytywania przyznałam się do tego. W podobnej sytuacji znalazł się inny uczeń, także nie potrafił odpowiedzieć na pytanie dotyczące treści książki, ale uparcie twierdził, że czytał - po prostu nie pamięta. Pani przeszła do następnej osoby, a w moim przypadku zaowocowało to jedynką. Dotknęła mnie ta niesprawiedliwość, książkę oczywiście dokończyłam i była to bardzo cenna lekcja.

Sprawy skomplikowały się w liceum i choć nie ma się czym chwalić, w tym czasie nie przeczytałam żadnej lektury. Nie wiązałam przyszłości z literaturą, filologią polską, ani nie planowałam zdawać matury rozszerzonej z języka polskiego, postanowiłam więc działać na własną rękę - przed maturą dobrze nauczyć się lektur z gwiazdką (obowiązkowych) z opracowań. Choć oczywiście nie wszystkie lektury były złe, okropne i beznadziejne.


Bardzo lubię pisać i poświęcam sporo czasu na tworzenie różnych dziwnych zbitek słów, ale gdy ktoś każe mi robić to narzucając jeszcze termin, to tracę wszelką przyjemność z tego zajęcia, staje się to dla mnie niesamowicie trudne. I właśnie tak jest też z lekturami, które zawsze bardzo mnie irytowały, bo jak zapewne wiele innych ludzi, nie znoszę, gdy ktoś do czegoś mnie zmusza. Za dwa tygodnie przerabiamy lekturę X i teraz zapomnij o wszystkim innym i zajmij się czytaniem. Zawsze drażniła mnie ta przewaga języka polskiego, na który przez czytanie lektur uczeń musi poświęcać dużo więcej czasu niż na inne przedmioty. Jest termin, zegar tyka. Odrabianie bieżących zadań, nauka do kartkówek, sprawdzianów, bieżących odpowiedzi? Zorganizuj sobie czas, a w ostateczności jest przecież weekend. O ile jest to cieniutka książka, to nie stanowi to problemu. Ale kilkuset-stronicowe tomisko? Albo dzieło napisane w tak porywający sposób, że nie masz pojęcia, co właściwie czytasz i co chwila łapiesz się na tym, że tylko bezwiednie wodzisz wzrokiem po kolejnych linijkach tekstu, a ich sens przestał docierać do Ciebie już parę minut temu?


Gdy czytamy książkę dla przyjemności, robimy to też w zupełnie inny sposób. Zależnie od tego jaka jest to lektura, zapamiętujemy z niej tyle ile chcemy, potrzebujemy, ile nas interesuje. Nie musimy pamiętać imion i nazwisk bohaterów, kto był czyją matką, na jakiej ulicy mieszkała kochanka, w którym roku się pobrali i jakiego koloru był jej bukiet ślubny. Ten post to oczywiście wielkie uogólnienie i wyolbrzymienie, ale czytając lekturę musimy zapamiętać wszystkie nieistotne szczegóły, bo w końcu musimy przekazać je podczas sprawdzania znajomości lektury. Taki system wprost zabija przyjemność czytania.

To jednak system i niewiele można tutaj zrobić, choć samo podejście nauczyciela z pewnością może wiele zmienić. Inną kwestią jest jednak dobór lektur. Aby nie były to wyłącznie stare, przerażające swoją grubością tytuły, ale książki także współczesne, których młodzież jest ciekawa. Choć to temat na osobny wpis, to może dobór lektur mógłby być remedium?

Czy niezależnie od tego, zawsze będzie to przykry obowiązek? Czy jest możliwe, aby lektury nie kojarzyły się tak negatywnie? Jakie jest Wasze zdanie w tej kwestii?

         

Zobacz także:
 Matura to bzdura? 


Komentarze

  1. Myślę, że samo określenie LEKTURA działa negatywnie i kojarzy się z obowiązkiem, a zachęcać do czytelnictwa trzeba innymi metodami, chociaz znam nauczycieli, którzy nawet omawianie lektury szkolnej robią ciekawie.
    Zestaw lektur też powinien być wnikliwiej dobrany, ale niektóre książki trzeba poznać, bo to jednak podstawa narodowej kultury.
    Kto ma czytać, ten będzie czytać i nie ma na to recepty ogólnej. Do niektórych nielubianych lektur wracamy jako dorośli ludzie i odkrywamy je na nowo.

    OdpowiedzUsuń
  2. Uwielbiam czytać, w liceum też lubiłam, ale własnie ten przymus odbierał wiele przyjemności, najgorzej wspominam "Lalkę" - to była dla mnie istna mordęga;)

    OdpowiedzUsuń
  3. ja przyznaję czytałam wszystkie lektury :) Chyba tylko Quo Vadis mi się dłużyło ;) Ale wiadomo, klasykę literatury trzeba znać :)

    OdpowiedzUsuń
  4. ,,Młody człowiek nie sięgnie w szkole po wartościową książkę, bo takiej mu się nie pokaże, a jeśli już, stosuje się przymus zamiast zachęty'' :) TYLE

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja tam raczej lubiłam czytać lektury :) Choć było kilka pozycji, których nie byłam w stanie przebrnąć - Ludzie bezdomni, Jądro ciemności, Nad Niemnem... Z resztą nie miałam raczej problemów, chociaż na zaliczeniach z polskiego było różnie (pamiętam jak z Pana Tadeusza dostałam 1, choć książkę czytałam ze 2 razy ;;p;p).

    OdpowiedzUsuń
  6. Ten przymus zmieniał wszystko. Od dziecka uwielbiam czytać, ale wiele z lektur szkolnych przeczytałam dopiero po zakończeniu szkoły. Bo miałam ochotę, bo byłam ciekawa, a nie zmuszana.

    OdpowiedzUsuń
  7. Kojarzą mi się z pracą, uczę języka polskiego:) Większość dzieł należących do polskiej klasyki to zdecydowanie perełki literatury:)

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja osobiście uwielbiam czytać i nawet te lektury jakoś przełknę (tylko w pierwszej klasie podstawówki jednej nie przeczytałam - potem już wszystkie). Lektury teoretycznie mają uczyć nas i pokazywać wzorce godne naśladowania. Potem na lekcjach omawia się to, uczniowie mówią, że to czy tamto jest bardzo wartościowe, a z tego i tego bohatera powinno brać się przykład. Prawda jest jednak taka, że to tylko gadanie i nikt tego nie robi. Dodatkowo ilu jest takich uczniów, którzy nie zadadzą sobie trudu przeczytania chociażby streszczenia danej książki. Przymus czytania lektur ma destrukcyjne działanie dla dzieci i młodzieży - myślę, że nie ma w tym nic odkrywczego.

    OdpowiedzUsuń
  9. Ja przyznaje książki lubię czytać, niestety do szkolne lektury czytałam raczej z przymusu
    http://dreamerworldfototravel.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Poradnik - Jak zdobyć autograf zagranicznej gwiazdy?

Przewodnik po zdobywaniu autografów

Autografy – najczęściej zadawane pytania