Potterowe urodziny

Udało się. Blog 24 lutego skończy rok. Udało mi się wytrwać, pisać, zbyt wiele nie narzekać. Nie zawiesiłam swojego bloga, nie usunęłam go, nie skazałam  go na bycie częścią Internetu, której nikt nie odwiedza. Wraz z blogiem nie odniosłam spektakularnego sukcesuale wciąż odwiedza  go spora grupa użytkowników z czego jestem niesamowicie dumna.  Prawie stu pięćdziesięciu obserwujących i ponad tysiąc komentarzy, to doprawdy imponujący wynik.  W ciągu tych dwunastu bardzo różnych miesięcy,  na bloga wchodzili użytkownicy mieszkający  w Polsce, USA, Wielkiej Brytanii, Rosji,  a nawet osoby z Kolumbii.

Trochę statystyk 

Największym zainteresowaniem cieszył się wywiad z Ewą Farną i post dotyczący oryginalnego autografu Daniela Radcliffe’a. Kolejne miejsca w rankingu najchętniej czytanych postów zajmuje wpis dotyczący autografu Alana Rickmana i relacja z koncertu Ewy Farnej, która jednocześnie jest drugim najchętniej komentowanym postem. Pierwsze miejsce w tej kategorii i ponad 150 komentarzy przypadło notce  Patos, która była moim czyszczeniem po porażce w meczu z Czechami podczas Euro 2012. Pierwszy rok to także założenie fanpage’a bloga, na którym zebrało się ponad 1200 użytkowników.  Otrzymałam od Was mnóstwo wiadomości. Wasze pytania  dotyczyły głównie zbierania autografów, dlatego też powstał post na Wasze życzenie – Poradnik.  Mam nadzieję, że razem dotrwamy także do drugich urodzin, a wejść, komentarzy i obserwujących będzie coraz więcej. 

„Czy kolekcjonujesz coś oprócz autografów związanego z Harrym Potterem?” 

Dzisiejszy,  urodzinowy post to coś z „innej beczki”, chciałabym opowiedzieć Wam jak zaczęła się moja przygoda z Harrym Potterem i odpowiem na Wasze pytanie „Czy kolekcjonujesz coś oprócz autografów związanego z Harrym Potterem?”. Odpowiedź  na to pytanie można wyrazić jednym słowem, choć opisuje setki przedmiotów.  

Cofnijmy się zatem do roku 2002. Byłam wtedy małą dziewczynką z puszącymi się włosami i krzywymi zębami, która odpoczywała po ciężkim dni w przedszkolu. Gdy tato wrócił z pracy dał mi najnowszy film na wideo – Harry Potter i Kamień Filozoficzny. Magiczny świat szybko mnie pochłonął.  Film oglądałam tyle razy,  że znałam wszystkie kwestie aktorów na pamięć, które bardzo lubiłam mówić głośno,  co niesamowicie drażniło moją mamę. Rok później  do kin weszła druga część sagi. Był to pierwszy film jaki widziałam na dużym ekranie. Tak samo było w 2004 roku,  kiedy dowiedziałam się, że filmy są oparte na książkach, co jakimś cudem przeoczyłam. Czytanie nigdy nie było moim hobby,  z wielkim trudem czytałam obowiązkowe lektury. Dlatego moja mama bardzo ucieszyła się,  gdy powiedziałam jej,  że chcę czytać o Harrym. Udałyśmy  się do księgarni, z której  wyszłam z czwartą książką cyklu, cała rozpłomieniona i szczęśliwa.  Czasami czytałam sama, jednak w większości czytała mi mama. Tę część darzę olbrzymim sentymentem,być może dlatego, że przeczytałam ją jako pierwszą. Na kolejne tomy trzeba było czekać. Rodzice podsunęli  mi pomysł, abyśmy kupili poprzednie trzy książki. Nie  trzeba było długo mnie namawiać. 

Szybko zauważyłam,  że książki  są dużo lepsze niż filmy. W końcu doczekałam się premiery  piątego tomu. Jak przez mgłę pamiętam, jak wystraszyłam się jej rozmiarów. Jakiś czas później  w księgarniach o północy ustawiły się olbrzymie kolejki i wyszedł „Książę Półkrwi”. Tą książkę pochłonęłam w kilka dni  i byłam  z siebie bardzo dumna. Mijały dni, miesiące, a Harry cały czas był ze mną, dodawał mi sił, z niecierpliwością  odliczałam do premiery kolejnej, ostatniej  książki. Do tej chwili jednak nie docierało do mnie, że ta saga nie będzie ciągnąć się wiecznie. Ta informacja wstrząsnęła mną jak grom z jasnego nieba. W końcu stało się. Ukazała się ostatnia książka sagi. Przeczytałam ją w kilka godzin.  Przez kilkadziesiąt bardzo różnorodnych  godzin: godzin  radości, smutku i rozpaczy. Gdy przewracałam kolejne kartki pojawiały się kolejne pytania, jednak po jakimś czasie wszystko zaczęło nabierać sensu. Skończyłam. Zamknęłam książkę. To był koniec.  Przez chwilę czułam pustkę, która rozdzierała mnie na kawałki, jakby koło mnie cały czas stał dementor wysysający ze mnie wszystkie pozytywne uczucia. Jednak szybko otrząsnęłam się z tego stanu. Nic nie można poradzić na upływ czasu, coś się kończy, ale coś się zaczyna.  Przecież „Wszystko było dobrze”.  

Nie mogłam sobie wyobrazić, że nie będzie już czekania na kolejny tom, pomyślałam: „Skoro skończyły się książki, pozostały mi jeszcze filmy”.  Z niecierpliwością czekałam na kolejne ekranizacje. W okolicach 2009 roku podano informacje, że ostania książka zostanie podzielona na dwie części i choć pomysł  ten,  wtedy wcale mi się nie podobał, dziś bardzo dobrze oceniam to posunięcie. Przed ostatnią premierą wiedziałam, że jest to koniec i 15 lipca 2011 roku przez cały dzień niesamowicie się denerwowałam,  jakbym miała zaraz pisać ważny egzamin. Tydzień przed premierą zrobiłam sobie filmowy maraton,  oglądałam jednej film dziennie. Na końcu każdego z nich, przepełniona myślą, że To już koniec,  płakałam niczym fontanna. W końcu jednak nastał koniec,  siedząc w kinie oglądając ostatnią część przygód o chłopcu z blizną w kształcie błyskawicy powtarzałam sobie: nie płacz, nie płacz, nie płacz. Miesiąc po premierze filmu wysłałam  dwa pierwsze listy z prośbą o autograf.  Na jeden z nich otrzymałam odpowiedź – pismo informujące mnie, że aktora nie ma w kraju. Nie poddałam się  i napisałam kolejny list. Odpowiedzi nie przychodziły i zdążyłam już zwątpić w słuszność moich działań, gdy coś mnie tknęło i założyłam ten blog. Wkrótce potem otrzymałam  swój pierwszy autograf.  Od tego czasu zebrałam już  27 podpisów;  w tym dwa Ewy Farnej, 4 pochodzące od piłkarzy, jeden od dziennikarza muzycznego - Pana Marka Niedźwieckiego i  19 od Potterowej obsady.  Otrzymałam także dwa liściki  od Shirley Henderson i Matthewa  Lewisa.


Moja kolekcja to także standy. Dla niewtajemniczonych - są to kartonowe plakaty promujące dany film, można je zobaczyć w kinie i sklepach z filmami.  Największy z nich liczy ponad 2 metry wysokości  składa się z trzech części,  które można ustawić w dowolny sposób, pochodzi on z kina. Był to pierwszy stand jaki zdobyłam. Przewiezienie go było prawdziwym horrorem, aż trudno uwierzyć, że mam go ponad półtora roku. Drugi stand z mojej kolekcji okazał się bardzo pożyteczną półką, na której bardzo ładnie prezentują się potterowe filmy.  Jako trzeci do mojej kolekcji dołączył stand z marketu oddalonego od mojej miejscowości blisko 100 km. Gdy w raz z rodzicami wybrałam się do Wrocławia znalazłam to cudo.

Najciekawsza historia wiąże się z dwoma standami promującymi wydanie DVD, które przyjechały do mnie, aż z Przemyśla. Choć Pan pracujący w sklepie, z którego został do mnie wysłany początkowo nie chciał się zgodzić, po kilkudziesięciu mailach ugiął się pod mocą mojego uroku osobistego:-). Kilka dni później do moich drzwi zapukał kurier trzymający w rękach ogromną przesyłkę. Standy te przemierzyły drogę ponad  600 km.

Oczywiście moja kolekcja to także plakaty, wycinki z gazet, magazyny, naklejki, nadruki autografów i filmowe repliki i gadżety jak np. różdżki, magiczne monety, felix felicis, podkładki pod mysz. Niestety wszystkie moje zdobycze nie mieszczą się w moim pokoju, dlatego będę musiała bardzo długo pracować, aby dorobić się domu,  w którym jeden z pokoi będzie moim małym, potterowym pokojem życzeń. 

A jak zaczęła się Wasza przygoda z Harrym? Byliście wtedy małymi dziećmi, nastolatkami czy dopiero niedawno odkryliście magię książek J.K. Rowling? Zbieracie jakieś przedmioty związane z magiczną sagą? 

Do dziś nie mogę uwierzyć, że to wszystko się skończyło. Nie. Harry Potter nigdy się nie skończy. Będzie żył w nas. Zawsze będę pamiętała o Harrym, o nim nikt nigdy nie zapomni. Jeśli chodzi  o te książki takie słowo jak „zapomnienie” w ogóle nie istnieje.