Kim jest fan?

Piski, krzyki, oklaski i wiwaty. To nieodłączne atrybuty fanów. Kim właściwie są? Jak daleko może zajść relacja między fanem, a jego idolem? Czego nie powinien robić? Jak w ciągu minuty z fana można stać się hejterem?

Kim właściwie jest fan?

Fani to nieodłączny element życia każdego twórcy, czy to pisarza, piosenkarza, aktora, czy sportowca. Tworzą system naczyń połączonych, jednak w tych relacjach nie brakuje także zgrzytów. Chciałabym przyjrzeć się temu zagadnieniu i zaprosić Was do dyskusji. Jednak, aby zacząć takie rozważania, dobrze byłoby ustalić samo znaczenie słowa fan.

Tutaj zaczynają się pierwsze trudności. Trudno o dobrą i pełną definicję. Stary słownik PWN, stojący na mojej półce, w ogóle nie zna takiego pojęcia. Jego unowocześniona, elektroniczna wersja podaje jedynie: zapalony sympatyk kogoś lub czegoś. Zdecydowanie bardziej wylewna jest Wikipedia, która mówi:

Fan – osoba podziwiająca człowieka, grupę ludzi, dzieło sztuki bądź ideę. Jest to skrót od słowa fanatyk, jednak jest mniej pejoratywny, a nawet ma pozytywny wydźwięk. Fani określonego zjawiska często organizują się, tworząc tzw. fankluby lub organizują imprezy z tym związane.

Anna Wyszkoni - Koncert - fani, fanclub - Jubileusz 20 lecie

Osobiście zdecydowanie oddzieliłabym fana od fanatyka. Ten drugi budzi negatywne konotacje i wskazuje wręcz na obsesyjne uwielbienie.

Gdybym miała stworzyć własną definicję, opisałabym fana jako osobę, która lubi, szanuje lub podziwia (niekoniecznie jednocześnie) daną postać, zespół, czy rzecz, jak na przykład książka, film, serial. Tutaj jesteśmy jeszcze więc zgodni.

Nie trzeba zresztą od razu być czyimś fanem. Zwykle po prostu lubi się kogoś lub jego twórczość. Określanie siebie fanem ujęłabym jako wyższy stopień takiej relacji.

Niekoniecznie nazywałabym też taką osobę naszym idolem, ale dla uproszczenia przyjmijmy taką nomenklaturę. Fan interesuje się działalnością takiej osoby, także nią samą, jej opiniami, wypowiedziami. Niezależnie czy jest fanem osoby, czy dzieła przez kogoś utworzonego, poszukuje nowych informacji, często śledzi nowości.

A także, co bardzo ważne, wspiera swojego idola. Mogą być to na przykład pochlebne komentarze na forach czy portalach, ale także na profilach społecznościowych samych zainteresowanych. A co jeszcze ważniejsze – kupuje oryginalne dzieła – książki, filmy, czy płyty, zamiast ściągać je nielegalnie z Internetu. Choć wszystko w miarę możliwości i potrzeb, ze zdrowym rozsądkiem. Absolutnie nie chciałabym powiedzieć, że jest to obowiązkiem.

Oczywiście fanem można być w każdym wieku, ale skupię się na młodszych i najmłodszych wielbicielach, bo to zwykle oni poświęcają najwięcej czasu swojemu idolowi, marzą o spotkaniach  i  najbardziej je przeżywają.

Koncert - Afromental - fani - faclub - Afrogang
Koncert - Sylwia Grzeszczak wsród fanów, fani, Grzeszczakoholicy
Koncert - Kamil Bednarek - fani - fanclub

Wspieranie, jest moim zdaniem, bardzo ważnym elementem tej definicji. Czy oznacza to jednak, że fani powinni ślepo przyjmować wszystko, co mówi i robi osoba, którą tak lubią i cenią? Czy fani powinni ślepo iść za gwiazdą, niezależnie od jej zachowania? Czy powinni bronić ją bez względu na okoliczności? Czy nie wolno im się sprzeciwić i skrytykować?

To chyba najtrudniejsze elementy tej relacji. Z pewnością fajniej, a raczej wygodniej, jest mieć silną grupę wsparcia, która niezależnie od tego co zrobisz, zawsze Cię pochwali. I zdaje się, że część sławnych osób woli taki model relacji z fanami. Chociaż są także osobistości, które cenią sobie szczerość, a także krytyczne uwagi, oczywiście jeśli są merytoryczne. Jednak czy gwiazda naprawdę weźmie sobie do serca opinię, w której ktoś skrytykuje koncertową playlistę, wątek w książce, czy złą grę w filmie? Nie chodzi przecież o to, aby krytykować wszystko, wszem i wobec, tylko po to, aby nie być ślepo zapatrzonym fanem, ale raczej by zwracać uwagę na konkretne rzeczy w swoim, zamkniętym gronie. Z pewnością jest wiele aspektów, które drażni długoletnich fanów i moim zdaniem, to bardzo dobrze. Jeśli ktoś ślepo wierzy i przyjmuje bezkrytycznie wszelkie zachowania i słowa osoby, której jest fanem, bez względu na wszystko, jest to lekko niebezpieczne i może zamieniać się w obsesję.

Nasze rozważania dotyczyły jednak miłości bardziej platonicznej. Co jeśli fani i ich idol się spotkają? Zwykle są to bardzo miłe chwile, przepełnione emocjami. Zostają w pamięci fanów na długie lata.


Takie spotkania mogą być jednak również kłopotliwe, zawstydzające, czy niezręczne. Przekroczenie cienkiej granicy prywatności jest bardzo kłopotliwe.

Na chwilę wejdźmy w skórę takiego szczęśliwca. Spotyka się z osobą, którą znał do tej pory tylko z telewizji, czy ekranu komputera. Często ściana w jego pokoju wyklejona jest plakatami z jego podobizną, a na honorowym miejscu stoją płyty danego wykonawcy. Spędził tak wiele godzin, słuchając jego muzyki, oglądając wywiady. Zapewne jest dla niego bardzo ważną osobą, być może wiele mu zawdzięcza. I nagle widzi go na własne oczy, na wyciągnięcie ręki. Emocje biorą górę, chcę się płakać, podziękować, przytulić osobę, którą właściwie dobrze zna.


Spójrzmy jednak na taką sytuację z drugiej strony. Do gwiazdy podchodzi zupełnie jej nieznany, obcy człowiek i chce ją wyściskać, przytulić. Każdy z nas ma pewną strefę komfortu i prywatności, pewną odległość, którą chce zachować dla siebie i najbliższych. Instynktownie nie che, aby ktoś obcy ją przekroczył. Z pewnością przytulenie obcego człowieka to już znaczące wkroczenie w naszą prywatną strefę, a buziak w policzek? Zwłaszcza bez pytania i pozwolenia? W przypływie adrenaliny fanom do głowy przychodzą różne rzeczy. Jakiekolwiek podejście do takich sytuacji ma gwiazda, musi jakoś to przetrwać i wybrnąć z sytuacji i często się uśmiechać. 

Może być to niekomfortowe, oczywiście niekulturalne, ale także po prostu groźne i niebezpieczne. Gdy wielbiciel za wszelką cenę chce dostać się do swojego idola, dotknąć go. Tutaj właśnie przydaje się słowo fanatyk, trudno takie osoby wiązać z czymś pozytywnym.


Jeszcze dziwniejsze pomysły rodzą się, gdy jesteśmy tłumie. W grupie ludzie robią rzeczy, na które nigdy nie odważyliby się w pojedynkę. Gdy w silnych emocjach jedna osoba coś zrobi, kolejne idą za nią. Choć być może ktoś zdaje sobie sprawę, że owe zachowanie nie jest najmądrzejsze. Psychologia tłumu ma ogromną siłę.


Odchodząc jednak od tak skrajnych przypadków, wróćmy na nasze, polskie podwórko.

Jeżdżąc na koncerty, aby uwieczniać je na zdjęciach, miałam sporo okazji do obserwowania fanów - tego jak się zachowują, jak reagują, co ich drażni i denerwuje. Sporo czasu spędziłam stojąc pod sceną i obserwując, co dzieje się po obu stronach koncertowych barierek.

Choć koncerty to tylko przykład i jedno z wielu miejsc, gdzie można spotkać wielu fanów, wielbicieli, to również idealne miejsce, aby ich obserwować i dostrzec, co niekoniecznie jest mile widziane. 

Pierwsze zgrzyty pojawiają się tuż po zakończeniu koncertu. Nie wszystkie gwiazdy mają w zwyczaju wychodzić do fanów i rozdawać autografy. Ten fakt potrafi budzić bardzo negatywne emocje, nawet wśród organizatorów. Choć sama nigdy nie widziałam takiej sytuacji, nie trudno znaleźć w Internecie opisy takich przypadków. Publiczność nie jest zadowolona z braku autografów, a więc i organizatorzy nie są zadowoleni z takiego zachowania gwiazdy.

Większość jednak wychodzi. Zazwyczaj. Jeśli jednak, ten jeden raz, coś się stało, gwiazda jest bardzo zmęczona, chora, źle się czuje, czy spieszy się na kolejny koncert… Takie argumenty nie mają znaczenia. Fala hejtu pojawia w social mediach, nawet wyzwiska na miejscu, są niemal nieuniknione.


Gdy jednak ktoś już wyszedł i podpisuje kolejne płyty, etui na telefon, pogięte kartki, wszelkie fragmenty ciała, i wszystko co fanom udało się w pośpiechu znaleźć, tutaj znów mogą pojawić się problemy. Piosenkarz, piosenkarka nie chciała podpisać dziesięciu kartek jednej osobie, krzywo uśmiechnęła się do zdjęcia i nie zgodziła się na trzy kolejne, bo czekają inne osoby. To nie ma znaczenia. Gdy kończy się czas, gwiazda nie doszła do drugiej części barierek, a ochroniarze kończą już pracę i wokalistka również musi się oddalić. Z miejsca można usłyszeć zarzut o faworyzowanie. Wyzwiska jakie wtedy padają…

Co gorszego może się zdarzyć? Koncert po koncercie. W takiej sytuacji gwiazdy zazwyczaj nie wychodzą się podpisywać lub robią to bardzo krótko. Innym powodem do złości dla fanów może być fakt, że ich idole czasami chcą posłuchać koncertu innego artysty. Stoją więc pod sceną, czy przy technicznych i wciąż są zaczepiani, proszeni o autograf. Odmowa i tłumaczenie o czasie wolnym, koncercie innego artysty i szacunku do jego pracy, zwykle nic nie daje. I osoba, która chwilę wcześniej zapewniała o niezwykle ważnej relacji, nagle rzuca stos wulgaryzmów, a kilka godzin później na profilu gwiazdy w mediach społecznościowych możemy przeczytać stos zarzutów.

Raczej robią to nastolatki, ale dorośli ludzie chyba powinni mieć trochę oleju w głowie. Koncert fajny, ale dlaczego nie wyszłaś się podpisać? Moja córka jest bardzo zawiedziona! Warto byłoby zastanowić się, czy to naprawdę są fani?

To oczywiście tylko skrajne przypadki. Ale negatywne emocje potrafią przyćmić wiele pięknych momentów. Pozwolę sobie na małe uogólnienie, ale artyści są zwykle ludźmi bardzo wrażliwymi, można więc domyślać się, że sytuacja, gdy nie mogą rozdać autografów wszystkim, chociaż sami tego by chcieli, sprawia, że nie czują się z tym komfortowo. 

Skoro jesteśmy już przy autografach i zdjęciach. Na początku wakacji byłam na spotkaniu z YouTuberami – Littlemooonster96 i STUU Games. Raczej nie oglądam ich filmów na co dzień, ale wiedziałam, że trzeba spodziewać się tłumów. I nie zawiodłam się.

Publiczność była bardzo młoda, zgodnie deklarowali jednak, że bardzo lubią Andżelikę i Stuarta, cenią, oglądają filmiki. Jednak niewielu chciało posłuchać, co twórcy mają do powiedzenia, najważniejsze było wspólne zdjęcie. I cóż z tego, że trzeba było stać w kolejce kilka godzin, podczas gdy inni się pchali, było warto.

Spotkanie z Youtuberami - STUU, Littlemooonster96 - rozdaje autografy, fani, autografy
Spotkanie z fanami, widziami - fani
Spotkanie z Youtuberami  - z fanami, widzami - zdjęcia Aleksandra Strzelecka - alex subiektywnie

Było warto tyle czekać, przepychać się, czekać, przeklinać i znów czekać, tylko po to, aby podejść do swojego ulubionego twórcy, wcisnąć mu telefon w dłoń, poczekać parę sekund, aż zdjęcie zostanie wykonane i odejść bez słowa.

Nie był to pierwszy raz, gdy widziałam coś takiego, ale wciąż uderza mnie rozmowność takich fanów. Większość nie mówi absolutnie nic. Nie mówiąc już o jakiejś próbie rozmowy, zadawaniu pytań, ale nie pada nawet dzień dobry, hej, czy dziękuję. Oczywiście nie tyczy się to wszystkich, są również osoby, które zagadują, uśmiechają i wcale nie chcą zdjęć, chcą po prostu w pewien sposób kogoś poznać. Na tyle, ile mogą. Ale uderzająca większość podchodzi i odchodzi, ewentualnie odpowiadając na pytania idola, czy jego powitanie. Zwykle jednak rozmowa jeśli już zajdzie, dotyczy obsługi telefonu, czy autografu. Rozumiem onieśmielenie czy nieśmiałość, ale podpisywanie trochę trwa. Widać zresztą różnicę między osobą, która się wstydzi, ale chce, a człowiekiem, któremu zależy tylko na zdjęciu, aby pochwalić się nim na Instagramie i zebrać sporo lajków. Siedzimy więc czy stoimy obok siebie, w kompletnej ciszy. Być może to pewne wyolbrzymienie, bo podczas rozdawania autografów wcale nie jest cicho - przepychanki, wykrzykiwanie imienia idola, aby zwrócił na nas uwagę i podszedł właśnie do nas. I wtedy zalega cisza.

Skoro jesteśmy już przy zdjęciach z fanami, to robienie ich na takich eventach, czy po koncertach jest właściwie częścią zawodu sławnej osoby. Ale kiedy ma swój prywatny czas, przechadzając się po uliczkach jakiegoś miasta, jedząc obiad w restauracji, czy wtedy też ma obowiązek cierpliwie pozować? Czy powinna przerwać posiłek? Czy nie może spokojnie bawić na koncercie, wśród tłumu? Czy wtedy też trzeba bacznie obserwować, czy ktoś nie chce robić sobie selfie? Jeśli zgodzisz się, podejdą kolejne osoby. W tej sprawie parę miesięcy temu zabrał zresztą głos Dawid Podsiadło.


Gwiazdy zwykle niezwykle ciepło wypowiadają się o swoich fanach, padają piękne słowa o wsparciu. Trudno zresztą o fanach mówić źle, krytykować, czy zwracać uwagę. To jakby pluć we własne gniazdo. Zdarzają się jednak takie przypadki i każdorazowo są bardzo głośno komentowane w mediach. A samym zainteresowanym wytyka się niewdzięczność. Sporym echem odbił się incydent z Rihanną w roli głównej. Trudno odmówić jej kontrowersyjnych zachowań, a na jednym z koncertów, gdy szła koło barierek, a jedna z fanek złapała ją i nie chciała puścić. Piosenkarka uderzyła ją mikrofonem. Zdecydowane delikatniej interweniowała Beyonce, która po prostu zwróciła uwagę fanom, aby odłożyli telefony, aparaty i cieszyli się koncertem, tym niezwykłym momentem.


Trzeba przyznać, że fani są bardzo różni. To przecież po prostu ludzie, którzy różnią się od siebie i zachowują bardzo różnie. Jak można rozpoznać na pierwszy rzut oka jakim typem fana jest dana osoba? Trudno powiedzieć, że wśród rozentuzjazmowanego tłumu, na koncertach są sami fani, fanatycy czy zapaleńcy. Nie brak przecież przypadkowych odbiorców, którzy chętnie strzelą sobie pamiątkową fotkę i wstawią na Instagram. Mogą rzucić parę przykrych słów w kierunki gwiazdy, jeśli nie uda się zdobyć wspólnego zdjęcia czy podpisu. Prawdopodobnie jednak gwiazda odbierze go jako fana i mimowolnie będzie rzutowało to na jej ocenę pozostałych, którzy mogą mieć dobre intencje.

To oczywiście jedynie moje przypuszczenia i opinie. A łatwo znaleźć przywary innych, wymądrzać się, gdy stoi się z boku. Sama parę razy znalazłam się na podpisówce po koncercie. Pamiętam moje pierwsze spotkanie z Ewą Farną w 2012 roku, gdy baaaardzo lubiłam jej głos, ale także jej muzykę i ją samą. Jej koncert był absolutnym spełnieniem marzeń, co więcej udało mi się załapać na wspólne zdjęcie i autograf. Pełny pakiet, nie mogło być lepiej. Ale jako rozentuzjazmowana 15-latka, wraz ze znajomą, zapytałyśmy czy mogłybyśmy się przytulić. Padło magiczne tak i to był ten niezwykły moment. Moment, który do dziś wspominam z uśmiechem na twarzy. Wtedy było to dla mnie coś niezwykłego. Teraz z pewnością nie garnęłabym się do takiego pomysłu. Ale wciąż potrafię zrozumieć i wyobrazić emocje, które temu towarzyszą, a także jak ważne może być to dla tej osoby. Jeśli zapis takich spotkań, zwłaszcza bardzo wylewnych i emocjonalnych, pojawi się w sieci, Internauci uwielbiają wyśmiewać się z takich fanów, ale ja jestem daleka od takich reakcji. To piękne chwile dla tej osoby. I chociaż zapewne za jakiś czas, nie będzie już tak zagorzałym fanem, na pewno będzie to bardzo miło wspominać.

Komentarze

  1. W sumie często rozmyślam, stawiając siebie w miejscu artysty, jak zachowałbym się w określonych sytuacjach. Sława to kapryśna przyjaciółka! Ci ludzie zapewne bardzo często zdarzają się z czymś takim, że idą sobie zwyczajnie do sklepu, bo na przykład skończy się masło, a chcą kupić. Aż tu nagle jakieś dzieciaki piszczą i wskazują ją palcami, myśląc, że tego nie widać. Albo właśnie takie zachowanie pokoncertowe... Nie bywam na koncertach i nie znam ich realiów, ale z Twojego opisu wynika, że fani to niezwykle roszczeniowe i rozchwiane emocjonalnie istoty. Cóż, łaska pańska na pstrym koniu jeździ! W sumie to nie chciałbym być sławny :P
    Oczywiście zdaję też sobie sprawę, że są fani "normalni". Są to ludzie, którzy mają więcej niż 13 lat, mają trochę rozumu i nie zachowują się jak dzieciaki!
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  2. Fani są bardzo potrzebni w życiu każdego artysty :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo rzetelnie to wszystko opisałaś. W czasach mojego zafascynowania tzw, gwiazdami nie było aż takiego "fanatyzmu", moze dlatego, ze gwiazdy można było podziwiać z daleka, zbierało się fotosy, nawet koncerty bywały rzadko, zwłaszcza w małych miastach. To co teraz sie dzieje w temacie FANI podpada raczej pod fanatyzm właśnie. A gwiazdy? Z jednej strony narzekają na wielbicieli, z drugiej nie wyobrażają sobie bez nich życia...

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja jestem psychofanem Depeche Mode, zdecydowanie psychofanem :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Z jednej strony rozumiem fanów, którzy wręcz rzucają się na swoich idoli. No bo wiecie, chcą jakiejś bliższej relacji z tą osobą :D Ale powinniśmy zachowywać się po prostu jak ludzie :D Przecież ta gwiazda to też człowiek ;) Powinniśmy szanować ich przestrzeń osobistą ;) Moim zdaniem większym wyrazem uznania jest wspieranie działalności naszego idola, niźli piski i tego typu zachowania ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Byłam świadkiem jak na koncercie Bruno Mars'a dziewczyny cały czas zamiast słuchać jego piosenek krzyczały, że go kochają. Nie zrozumiem nigdy takiego zachowania :O

    OdpowiedzUsuń
  7. Sam często się łapię na tym, że uważam się za fana (dotyczy tylko artystów). Ale to określenie jest jakby na wyrost, bardziej adekwatnym byłoby określenie „lubię bardziej niż innych”. Nie rozumiem fanów w sensie stricte, nie rozumiem ich bezkrytycznego uwielbienia. Czy na pewno wszystko, co czynią, tworzą idole jest zawsze najwyższych lotów? Fan(atyzm) niezrozumiale pozbywa się prawa do krytycznej oceny i w tym kontekście, nawet słowo fan w moim odczuciu, ma znaczenie pejoratywne.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  8. Fajnie mieć grono swoich fanów, człowiek czuje się dowartościowany ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Fajny, długi tekst. Dużo wiadomości, wiele kolorowych zdjęć - to, co w blogach bardzo lubię. Sama nie uważam się za wielką fankę jakiegoś zespołu, choć uwielbiam Eda Sheerana, ale poza słuchaniem jego muzyki, niektórymi wywiadami mało angażuję się w fan-cluby itd.
    Może kiedyś się to zmieni ;)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  10. Świetnie napisane! Ja niespecjalnie mogę się nazwać fanem i też nie za bardzo przepadam za tym słowem. :)

    http://justdaaria.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  11. Ja nie jestem niczyją fanką. Mam swoich ulubionych muzyków, cenię ich twórczość, ale żeby nazwać siebie fanką to zbyt mocno powiedziane ;)

    OdpowiedzUsuń
  12. mnie ta tematyka akurat średnio ciekawi;p ja wolę określenie miłośnik niż fan ;p

    OdpowiedzUsuń
  13. Ja chyba nie jestem niczyim fanem, lubię twórczość wielu artystów, interesuję się tym co tworzą i na tym sprawa się kończy:)

    OdpowiedzUsuń
  14. Świetnie napisany tekst. Ja muszę się przyznać, że jakoś nigdy nie miałam idoli, jestem takim człowiekiem bez autorytetów... Ale jest wielu ludzi, których w jakiś sposób podziwiam.

    OdpowiedzUsuń
  15. Fani z całą pewnością dodają skrzydeł danemu artyście, ale rzeczywiście bywają wyjątki, kiedy swoim obsesyjnym wręcz uwielbieniem bardziej szkodzą niż pomagają.

    OdpowiedzUsuń
  16. Ja z pewnością nie jestem fanką, a tym bardziej psychofanką. Lubie różnych artystów i ich twórczość, ale nie do tego stopnia, żeby się tak nazywać.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Poradnik - Jak zdobyć autograf zagranicznej gwiazdy?

Relacja z koncertu Margaret