Harry Potter nie żyje

Gdy zaczynamy czytać daną powieść, nie zakładamy od razu, że za jakiś czas będziemy musieli rozstać się ze światem przedstawionym w książce.Czasami opisane zdarzenia, miejsca i osoby wydają się tak realistyczne lub po prostu są tak niezwykłe, że na czas lektury przenosimy się w inny świat. Kiedy w tej innej rzeczywistości dzieje się  coś niebezpiecznego, sami czujemy się zagrożeni. Kiedy nasz ulubiony bohater odnosi sukces, cieszymy się razem z nim. Kiedy główny bohater cierpi z powodu straty, przeżywamy ją razem z nim. Kiedy na naszych oczach umiera postać, również boleśnie przeżywamy jej odejście.

Właśnie o śmierci fikcyjnych bohaterów w serii „Harry Potter” chciałabym dzisiaj napisać. A dokładniej o moich refleksjach na temat odejścia poszczególnych postaci.  Smutek, żal, płacz a czasami, choć nie brzmi do dobrze, radość.

Lily i James Potter

Postanowiłam, że w tym wpisie zapanuje porządek chronologiczny. Dlatego zaczynam właśnie od Jamesa i Lily Potter. Choć w całej sadze pojawili się  tylko kilka razy, przez cały czas czuć było ich obecność. Kiedy myślałam  o najbardziej wzruszających, smutnych czy przejmujących momentach w tej serii, podczas pisania wpisu TAG TOP Harry Potter, nie brałam nawet pod uwagę tych bohaterów. Być może dlatego, że jako czytelnicy nie byliśmy świadkami tego zdarzenia, znamy je z opowiadań, wspomnień - z perspektywy czasu.  Uwagę na to zwróciła mi jedna z czytelniczek, za co bardzo dziękuję. W końcu to przez to wydarzenie Harry musiał mieszkać z wujostwem, a na świecie został tak naprawdę sam.

Cedrik Diggory

Pierwsza ważna postać, której śmierć na własne oczy widział Harry. Skoro nasz bohater był świadkiem tego wydarzenia, widzieliśmy to również i my. Dla mnie jest to chyba najmniej przejmująca śmierć w całym cyklu. Być może dlatego, że myśląc o tej scenie, widzę przed sobą Roberta Pattinsona, którego nie darzę dużą sympatią, a nie moje wyobrażenie, które powstało podczas lektury książki. Skupmy się na chwilę na ekranizacji: kiedy Harry wrócił już do Hogwartu wraz z ciałem Cedrika był przerażony i rozpaczał. W tej scenie Daniel nie przekonał mnie swoją grą, zdecydowanie bardziej emocjonalna była reakcja Fleur, która krzyknęła i zasłoniła ręką usta. Przerażenie było widać na całej jej twarzy i w oczach. Mocna była również reakcja Pana Diggory’ego – ojca zamordowanego reprezentanta. Na jego twarzy widać było prawdziwą rozpacz po stracie syna. Jak już wspomniałam wyżej, ta scena nigdy nie wywoływała u mnie wzruszenia.  Prawie nigdy. W pewne wakacje, a miało to miejsce w 2011 roku tuż przed premierą ostatniej ekranizacji Pottera,  postanowiłam zrobić sobie maraton. Codziennie oglądałam jedną część, aż do dnia kiedy miałam pójść do kina zobaczyć ósmy film.  Byłam wtedy bardzo przejęta tym, że „To już koniec” i chociaż nie mogłam doczekać się 15 lipca, z drugiej strony wiedziałam, że będzie to początek końca. Nie będzie więcej książek, filmów, ani niczego związanego z tym światem, na co będę mogła czekać. Z Harrym spędziłam większość życia, bo pierwszy film obejrzałam, gdy miałam 5 lub 6 lat, sądziłam, że będzie to koniec mojej przygody z magicznym światem.  Oglądając po kolei wszystkie filmy wzruszało mnie absolutnie wszystko, mój ryk, bo płaczem nazwać tego nie można, podczas końca pierwszej części, gdy Harry wsiada do pociągu był prawdopodobnie słyszalny na całej ulicy. Podczas tego maratonu płakałam na koniec każdego filmu, dlatego też ten jeden raz, wzruszył mnie nawet zamordowany Cedrik.


Syriusz Black

Rok później, patrząc na akcję przedstawioną na kartach powieści J.K. Rowling, było o wiele gorzej. Umarł bohater, z którym niezwykle się zżyłam, którego polubiłam, a dla głównego bohatera był prawdziwym wsparciem, jedyną osobą, na którą zawsze bezwarunkowo mógł liczyć. Syriusz zawsze gotowy był poświęcić wszystko, aby pomóc swojemu chrzestnemu synowi.
Myślę, że w tej sytuacji warto zwrócić również uwagę na sytuację Remusa, który stracił swojego najlepszego przyjaciela.  Dopiero co go odzyskał, a znów musiał pogodzić się z jego stratą. Wydaje mi się, że Lupin był w naprawdę ciężkiej sytuacji, jego dwóch najbliższych przyjaciół zginęło walcząc z Voldemortem, a trzeci stał się jego poplecznikiem.
Filmowa śmierć poszczególnych bohaterów czasami jest wzruszająca, ale ta opisana na kartach powieści jest zupełnie inna. Czytając książę, dłużej obcujemy z bohaterami, a ich śmierć przynajmniej dla mnie, jest zdecydowanie bardziej bolesna. Podczas lektury poznajemy emocje bohaterów, którzy ze śmiercią bliskiej osoby muszą sobie poradzić. Kiedy ostatni raz czytałam Zakon  - w ubiegłe wakacje - to właśnie te momenty znów zmuszały mnie do uronienia łzy. Ból Harry'ego, który nie może poradzić sobie ze śmiercią kolejnej najbliższej osoby, który znów zostaje sam.

Albus Dumbledore

Śmierć tej postaci od zawsze przeżywam najmocniej. Być może dlatego, że gdy pierwszy raz czytałam książkę byłam już starsza, a może dlatego, że Albus Dumbledore był niezwykle mądrym człowiekiem, a jego śmierć była czymś zupełnie abstrakcyjnym? Zdecydowanie dużą rolę odgrywają tutaj okoliczności. Cierpienia poczciwego dyrektora w jaskini, gdy pije eliksir są naprawdę okrutne.  Gdy oglądam tę scenę na ekranie, nie chcę, nie mogę na to patrzeć. Jest to dowód na to, jak świetnie zagrał Michael Gambon. Gdyby nie wypił owej trucizny, zapewne mógłby się obrobić. W końcu Snape, któremu tak ufał… To, że czytałam tę książkę już tyle razy, nie ma większego znaczenia, bo po każdej lekturze rozklejam się coraz bardziej. Może to dziwne, ale jeszcze bardziej wzrusza mnie to, co dzieje się później. Harry doznaje kolejnej straty, znów okrutnie bolesnej. Co do filmu muszę przyznać, że podoba mi się sekwencja scen po morderstwie Albusa. Gdy Śmierciożercy wybiegają z wieży, a Bellatrix demoluje wielką salę, Helena przepięknie stworzyła tę postać i chociaż na kartach powieści szczerze jej nie lubiłam, filmowa Bella jest po prostu niesamowita. Zła, ale tak nienormalna i ukierunkowana na czynienie zła, że chce się na nią patrzeć. A wszystko to dzięki niesamowitej grze Pani Bonham Carter. Bardzo lubię też moment, gdy Harry chce pomścić Dumbledore’a. Mówię tutaj oczywiście o anglojęzycznej wersji i chwili, gdy Potter wyzywa Severusa i rzuca w niego zaklęciami. W jego głosie naprawdę słychać wściekłość i ból. Daniel naprawdę w tej scenie się wykazał. Przynajmniej w mojej opinii.

Hedwiga

Jedyna towarzyszka Harry’ego, która zawsze z nim była, pomagała mu znosić ciężki czas podczas wakacji w domu Dursley’ów. Jej śmierć wydawała mi się bezsensowna, w filmie zasłoniła swoim ciałem Harry’ego, ratując mu życie. Ten zabieg nadał śmierci sowy znaczenia. Wydaje mi się, że Jo zrobiła to tylko po to, aby pozbyć się kolejnej towarzyszki Harry’ego, a przy okazji pozbyć się kłopotu, no bo w końcu, co Harry zrobiłby z sową szukając horkruksów?

Zgredek

Nie umiem racjonalnie wytłumaczyć dlaczego, ale zawsze gdy czytam i oglądam sceny przedstawiające śmierć Zgredka, nie mogę się powstrzymać. Płaczę, ryczę, zamieniam się w fontannę. W końcu Zgredek czuł wobec Harry’ego rodzaj wdzięczności, uważał go za przyjaciela, znów chciał go ratować. Gdy umierał i mówił: „Harry Potter” jego oczy były niezwykłe, mimo że było to tylko komputerowa animacja. I w końcu piękny opis śmierci skrzata:
„A potem drgnął lekko i znieruchomiał, a jego oczy były już tylko wielkimi szklistymi kulami pocętkowanymi odbiciem gwiazd, które przestał widzieć.”

Remus Lupin i Tonks 

Lupin umarł jako ostatni z huncwotów. Wszyscy zginęli z rąk Voldemorta lub jego popleczników. Trójka z nich  - walcząc, trzeci bo przez chwilę zawahał się i nie zamordował. Niezwykle wzrusza mnie moment, gdy Harry w lesie spotyka całą trójkę i swoją mamę. W pewnym sensie wszyscy oddali życie, aby go ratować.
Śmierć Remusa ma jednak jeszcze jeden, wydaje mi się ciekawy kontekst. Wraz ze swoją żoną walczył z Voldemortem, tak samo jak Lily i James. Historia zatoczyła koło i teraz tak jak Harry i Teddy Lupin stracił oboje rodziców, będąc jeszcze niemowlęciem. Został sam, bo jego rodzice walczyli o lepszą przyszłość dla niego.

Fred Weasley

Długo nie docierało do mnie to, co stało się na kartach powieści. Śmierć Freda była dla mnie czymś niemożliwym, niewyobrażalnym. Harry dowiedział się o tym w samym środku walki, mogłam więc udawać, że przeoczyłam ten fragment. Tego nie było, to się po prostu nie wydarzyło. W końcu jednak musiałam zwrócić na to uwagę, jednak wciąż nie umiałam sobie wyobrazić tego, co teraz dzieje się z jego bratem bliźniakiem. Przez całe życie byli razem, patrząc na siebie patrzyli w lustro. Zawsze mogli na siebie liczyć, uczyli się razem, razem odkrywali tajemnice Hogwartu, razem stworzyli niesamowity biznes. Zawsze byli razem. A nagle George został sam. Osobiście wyobrażam sobie, że było to coś takiego, jakby nagle zabrano mu połowę jego samego.

Harry, Ron i Hermiona

Myślę, że wszystkie śmierci bohaterów, których lubimy są dla fanów trudne i przykre. Nierzadko czytając sagę, jeszcze raz uronię łzę lub znów zacznę ryczeć jak bóbr. Te wydarzenia są jednak potrzebne. Istnieje duże prawdopodobieństwo, że to co teraz napiszę, dużej części z Was się nie spodoba, o ile ktoś będzie czytał, aż do tego momentu.
Wielka wojna, niezwykły terror, niebezpieczeństwo, walka na śmierć i życie – finałowa bitwa o Hogwart. Brzmi nieźle, nawet przerażająco, ale nikomu z głównych bohaterów nic się nie stało. Nie tylko „złota trójka” (Harry, Ron, Hermiona) wyszła z całej opresji cało, ale również „wielkiej siódemce” nic się nie stało. Przyznajcie, jest to mało realne. Wiem, że doszukiwanie w książce fantastycznej realności jest dość dziwne, ale na pewno wiecie, o co mi chodzi. Nawet w zupełnie abstrakcyjnym świecie są pewne reguły, które nim rządzą, dzięki czemu wydaje się bardziej realny, a nam łatwiej jest uwierzyć w jego istnienie i polubić daną powieść. To, że nikt z głównych bohaterów nie zginął, ani nawet poważnie nie ucierpiał w trakcie bitwy, jest dla mnie co najmniej dziwne. Śmierć np. Rona byłaby dla mnie naprawdę dobrym rozwiązaniem. Chociaż zapewne przepłakałabym, czytając o tym , kilka godzin, ale dzięki temu książka by zyskała.

A co Wy sądzicie o śmierci poszczególnych bohaterów? Która wzruszyła Was najbardziej? Bardziej emocjonujące są dla Was kolejne zabójstwa na kartach powieści czy na ekranie? Śmierć którego bohatera Was nie poruszyła?

Komentarze

  1. A śmierć Voldemorta to gdzie? Ja najbardziej ubolewam nad tym, że zginął. Choć było to do przewidzenia, bo to książka "dla młodych", to jednak ciągle liczę na inne zakończenie. :D

    No i Snape?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Snape, właściwie Snape moimi oczami, to bardzo rozległy temat.

      Śmierć Voldemorta, była bardzo przewidywalna, a jej filmowa wersja bardzo mnie zawiodła. Wracając jednak do książkowego pierwowzoru, zawsze śmieszy mnie, kiedy zabójca, kryminalista - "ten zły" - wyjawia swojemu przeciwnikowi cały plan i tłumaczy wszystkie swoje działania, niestety tutaj Jo postanowiła to rozegrać właśnie w ten sposób.

      Usuń
  2. Najbardziej przeżyłam śmierć Snape, który jest moim ulubionym bohaterem. :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jego śmierć, a raczej okoliczności tego zdarzenia, zdecydowanie mną wstrząsnęły. Snape moim zdaniem jest świetnym bohaterem, ale nigdy nie zażyłam go sympatią. Był niezwykle dzielny, odważny, ale... Do tego jeszcze Alan Rickman w filmowej adaptacji. Jak tu nie uwielbiać tej postaci? :)

      Usuń
  3. Ja raczej nie ryczę w takich momentach, ale miewam jakieś psycho-filozoficzne rozkminy :P No i najbardziej miałem po Dumbledorze, potem po Hedwidze i Syriuszu. Reszta jakoś tak mnie obeszła na zasadzie: "Aha. Umarł. Fajnie, czytam dalej." Pozdrawiam!
    indywidualnyobserwator.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Film raczej mnie nie porusza, ale książka, gdy działa moja wyobraźnia... Kiedyś nie było to tak wyraźne, ale, stosunkowo niedawno, stałam się niestabilna emocjonalnie. :D Kiedy już wszystko wróci do normy przychodzi czas na rozmyślanie.

      Z postacią Dumbledore'a mam pewien problem. Bo z jednej strony jest niezwykle mądry, inteligenty, ma ogromną wiedzę, jest taki dobry, ale jednocześnie jego intencje nie są do końca czyste. Kiedy dowiedziałam się, że "hodował Harry'ego na rzeź" i miał zginąć w pewnym momencie czułam do niego odrazę. Musiało minąć dużo czasu, abym przemyślała jego "plan" na nowo. Ale, aby to dokładniej wyjaśnić musiałabym napisać o tym osobny post, albo kilkustronicowy esej.

      Pozdrawiam! :)

      Usuń
    2. Czekamy na esej o Dumbledore :D

      Usuń
  4. Świetny wpis! :)
    Ja bardzo przeżyłam śmierć większości postaci. Najbardziej dotkliwe dla mnie było odejście Freda. Bliźniacy to moje ulubione postacie serii. Nadal nie mogę się z tym pogodzić, mieli tyle cudownych planów. Może i książka na tym zyskała, ja jednak nie rozumiem decyzji Jo i myślę, że mogła inaczej to rozwiązać.
    Innym wstrząsającym wydarzeniem była śmierć Dumbledore'a. Za każdym razem czytając HP jestem pod wrażeniem jego mądrości i wiedzy.
    Bardzo szkoda było mi również Snape'a, o którym nie wspomniałaś. Z drugiej strony książka zyskała na jego śmierci, jednak zawsze nie mogę powstrzymać łez, kiedy ostatni raz porównuje oczy Harry'ego do Lily. Jego miłość do matki Harry'ego, silniejsza od śmierci, jest bardzo wzruszająca.
    Śmierć Zgredka to dla mnie kolejny ból. Jest to chyba jedyny moment, w którym filmowa wersja spodobała mi się bardziej od książkowej. Mianowicie chodzi mi o ostatnie słowa skrzata. W książce wymawia tylko słowa 'Harry Potter', natomiast w filmie: 'Jakie to piękne miejsce na spotkanie z przyjacielem. Zgredek jest szczęśliwy, że może tu być z przyjacielem. Z Harrym Potterem.' Zawsze w tej scenie nie mogę pohamować płaczu.
    Syriusz, Remus i Tonks to także bolesne straty.
    Co do ostatniej części Twojego wpisu, zgadzam się całkowicie. Harry mógłby być z Hermioną, a Ginny z Nevillem. Byłoby wiarygodniej, no ale cóż, Rowling zdecydowała się na takie rozwiązanie.
    Pozdrawiam! :)
    PS Popraw opis, część się zdublowała :D
    https://www.blogger.com/profile/05128149817302065792

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że Ci się podoba!
      Myślę, że śmierć Severusa, a przede wszystkim jej okoliczności to "materiał" na osobny wpis. Z pewnością nie zdołałabym umieścić tutaj wszystkiego o czym chciałabym napisać.

      Wydaje mi się, że Jo postanowiła połączyć Hermionę z Ronem bo większość fanów stawiało na związek z Harrym. W którymś z wywiadów przeczytałam, że zrobiła to niejako na przekór, żeby zaskoczyć, żeby nie było to tak przewidywalne. Ale niedawno wspomniała, że nie było to dobre rozwiązanie czym wywołała niemałą burzę. :D

      Pozdrawiam! :)

      PS Przyznaję, że nie miałam pojęcia o jaki opis chodzi. Dziękuję za zwrócenie uwagi, od wieków tam nie zaglądałam. :)

      Usuń
    2. Jestem za wpisem o Snape! Myślę, że inni fani HP również byliby zachwyceni! :)

      Usuń
  5. Jestem jedną z osób, która najpierw obejrzała filmy (z wyjątkiem ostatniej części), a potem przeczytała książki. Jestem czasem aż zniesmaczona, że niektórym momentom (takim jak śmierć Voldemorta, czy Freda) nie poświęcono tych kilku minut.
    Zawsze się wzruszam przy śmierci Zgredka. Lubię go, czuję się jakbym traciła własnego przyjaciela.
    Jeśli chodzi o Remusa i Tonks - są to postaci, o których śmierci zapominam. Myślę o nich i nagle dostaję takie uderzenie - przecież oni nie żyją.
    Co do przeżycia "wielkiej siódemki" po części się z tobą zgodzę. To rzeczywiście dziwne, ale ich śmierć była by okrutna. Myślę, że to co przeżyli (szczególnie Harry) już i tak jest wystarczające.

    OdpowiedzUsuń
  6. Nareszcie ktoś, komu również brakowało śmierci w HP! Wiem, brzmi strasznie, ale jednak na swój sposób wzbogaca to książki, prawda? Ja osobiście poszłabym na całość i mimo wszystko miałam nadzieję, że i sam Harry zginie. Podobnie, jak koleżanka wyżej, najpierw oglądałam filmy, potem połknęły mnie książki. Dlatego jeszcze nie wyszłam z kina, a już ułożyłam własne zakończenie sagi. Uwaga, trochę dynamiczne - wszystko szybko i konkretnie! Voldemort ginie, jak zginął. Harry zanim zdążył się podnieść zostaje śmiertelnie ukąszony przez Nagini i dopiero w tym momencie Neville ją przecina mieczem. No ale dla Harry'ego jest już za późno. Swojego rodzaju happy end jest, bo przecież czarne czasy odchodzą w niepamięć, ale nie jest zbyt idealnie, bo HP nie żyje. Jeszcze tylko wyjaśniając - ta 'śmierć' Voldemorta mogłaby mieć miejsce, nawet jeśli ostatni horkruks nie został zniszczony, bo zginęłoby jego ciało, a nie zdążyłby się odrodzić (stąd potrzebna ta dynamika).
    Albo opcja mniej tragiczna - ginie Hermiona. Tu dość ciekawy motyw, bo dziewczyna z rodziny mugoli oddaje życie za świat magii.

    No, ale mam również pytanie - robiłaś tak kiedyś albo czy sądzisz, że jest to problemem, jeśli kopertę zwrotną zegnę wpół? Nie wysyłam listów regularnie, bo autografów nie zbieram, zależy mi tylko na kilku osobach, które szczególnie podziwiam i właśnie się do tego zabrałam. Obie koperty mam jednak w dokładnie takim samym rozmiarze i niestety zgięcie zwrotnej to jedyna opcja... Co sądzisz?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej, najważniejsze jest, aby zdjęcie nie było zgięte. Jednakże nie polecałabym takiego rozwiązania. Kiedy zdjęcie będzie do Ciebie wracało w za dużej kopercie naprawdę nie trudno o jego uszkodzenie. Jednakże najprostszym rozwiązaniem byłoby zmniejszenie tej koperty. Musisz rozciąć dwie krawędzie, zagiąć je do odpowiedniej wielkości, obciąć, zakleić i gotowe. :)

      Usuń
  7. Witam ! :D
    Sto lat temu nie byłam u Ciebie na blogu i przez przypadek się tu znalazłam , w końcu!
    Wpis cudowny, choć naprawdę zrobiło mi się smutno, ciężko mi stwierdzić kogo śmierć przeżyłam najbardziej, ale oglądając film zdecydowanie najbardziej płakałam przy śmierci Zgredka! Ta scena była naprawdę wzruszająca...
    Oczywiście śmierć Syriusza była straszna, czemu J.K go nie darowała? Jedyna rodzina Harrego :(
    Jestem ciekawa wpisu o Severusie, bo przecież go zabraknąć nie może, był jedną z najbardziej odważnych postaci w książce.
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Poradnik - Jak zdobyć autograf zagranicznej gwiazdy?

#wspominki: Magda M.

Noworoczny autograf - David Tennant